Trener Osobisty | Bieganie i czytanie dozwolone od 18+ ;-)
2138
single,single-post,postid-2138,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,paspartu_enabled,paspartu_on_bottom_fixed,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-9.4.1,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive
 

Bieganie i czytanie dozwolone od 18+ ;-)

bieganie-Wilanów

Bieganie i czytanie dozwolone od 18+ ;-)

Słoneczny poranek ciepły, wręcz za bardzo, jak na tę przejściową porę roku, która onegdaj wiosną zwać się dawała. Teraz mamy istną jazdę pogodową, bo raz ciepło, raz zimno, raz sucho, raz mokro. Jednak kwiecień plecień … niech mu będzie.

Ranne bieganie jest u mnie jak najbardziej ranne i nie o godzinę tu biega, lecz o pokraczny „chodobieg” mój, którym dzień nowy otwieram po dniu poprzednim kilometrów pełnych nastukanym.

Nie ten czas już, kiedy „nastek” budzikiem matczynego szturchańca zrywany ze snu głębokiego, lotem koszącym w skarpety dziurawe wpadał, zanim kontakt z ziemią złapał. Plecak z toną makulatury do pleców przytroczony podskakiwał ino nad głowę, gdy nieuczesany „chłopaczur/chłopaczór” pędem do szkoły gnał – pod górkę, rzecz jasna.

Nie było wpierw asan, ani steczingu, nie było stopniowego zwiększania mobilności i stanu skupienia (tego stanu prawie nigdy nie było). Źrebak gnał na lekcję fizyki nie myśląc o jej prawach, ani o tym, jak rozcięgno podeszwowe (przyp. autora – nie chodzi o nowy model butów), pracować będzie na podbiegu, gdy zastygłe po wczorajszych harcach podwórkowych, nagle g=9,80665m/s2 dostanie.

A więc zaczynam ten mój trening rozruchowy, po wczorajszych lotach moich atletycznych-lekko, jak katamaran na holowniku lub John Wayne zaraz po zejściu z kucyka. Nic to, że pies biegnący obok (akurat, biegnący – ziewający w bezruchu prawie) śmieje się ze mnie w twarz (akurat, się śmieje – turla się ze śmiechu), bo ja – niby ten co innych naturalnie biegać uczy, pykam na tych swoich szczudło-parzydełkach czekając, aż smarowanie wróci i krok bardziej normalny będzie (hmm… myślę, że z tym smarowaniem kroku, to każdy wie, że chodzi o rozgrzewkę, rozruch – taka przenośnia, nie..?)

Mija pół godziny, psu turlanie ze śmiechu już się znudziło (teraz kładzie się na plecach i wali łapami o brzuch, bo już go ze śmiechu boli), 5km już za nami i to jest zawsze ten moment, kiedy mi krok puszcza (chodzi o bieganie i tempo …).

Nagle robi się lekko, luźno, swobodnie, sztywność mija (chodzi o bieganie i swobodę …). Wiem, niektórzy powiedzą, że pół godziny to długo (wszystko, j.w. …), ale ja nauczyłem się, że nie można się spieszyć. Człowiek na tej nodze sztywnej wyrwie do przodu i wali nią niemiłosiernie, bo liczy się czas i wynik (jest to blog o bieganiu, więc już nie będę przypominał…).

Co z tego, jak szybko osiągniemy cel, jak prawie żadnej przyjemności z tego nie mamy, a i później często i długo pauzować trzeba, zanim się człowiek zregeneruje, obolałe miejsca wyliże, wymasuje i znów orać zacznie (taki termin w cyklu treningowym „orka” i „siew” … – nawet to pasuje do wszystkiego …).

Trenuję codziennie prawie, choć czasem energii i za-pału brak. Bo człowiek ciągle w tych samych rejonach krąży, każdy zakątek zna już dogłębnie i spogląda tęsknie na swój blat-cyfer, kiedy zakończyć gonitwę przyjdzie i tętno wyciszyć można będzie.

Są jednak dni takie, gdy znajomość topografii przydaje się świetnie. Są to tzw dni z akcentem. Najczęściej poprzedzamy to wydłużoną, spokojniejszą rozgrzewką, by później przejść do punktu kulminacyjnego. Obowiązkowo wcześniej: rozciąganie, naciąganie, krążenia, skłony, wygięcia, skręty, podskoki, obroty, żeby potem puścić się na całego.

Z początku wydaje się to lekkie i przyjemne, ale dotrwać do wyznaczonego punktu w zadanym tempie i tempo wytrzymać, nie jest łatwo. Pierwszy raz zazwyczaj się udaje, i nawet trochę przed zakładanym czasem, co też powodem do dumy nie jest.

Problem w tym, że tę gonitwę powtórzyć trzeba. Trzeba? No, problem! Powtarzamy. I nie ma tragedii. Tym razem jeszcze nie, ale mamy przed sobą jeszcze 8 powtórzeń. Sama liczba powtórzeń oszołomić potrafi, a bardzo krótki czas przerwy między powtórzeniami powalił by nawet słonia/konia z rzędem temu, co tak dziesięć razy z rzędu na całego pociągnie w tempie równym co do sekundy prawie, a przerwy sobie nawet o chwilkę nie wydłuży.

Tak, wiem. Moje parametry najlepszych atletów-lekkich nie powalą (szybciej atletki…, bo kobietki nieco słabsze fizycznie są przecież – choć nie wszystkie), lecz nie dla każdego 2×2=4, czarne jest czarne a 18cm to 18cm…

Chyba zakończę na dzisiaj temat biegania, bo zbacza mi wszystko z tematu. Siądę na spokojnie, przeczytam raz jeszcze tekst cały, a potem na wypadek wszelki, klauzulę zamieszczę +18.

A na dowód, że to wszystko o bieganiu – link do treningu … już nie tylko dla dorosłych, ale nadal dla dojrzałych ;-)